jaki jest mój kierunek w życiu?

Koniec Czerwca.


Chyba zwariowałam, albo mi padło na mózg. Mam ogólny „ślinotok” na słowo Skierniewice. Gdy widzę pociąg z kierunkiem na wyświetlaczu, albo na wyświetlaczach peronowych - mam ochotę wsiaść do pociągu i pojechać... albo najlepiej przeprowadzić się.

By być bliżej Janusza. Teraz istniejemy jedynie na łączach telefonicznych. Nie starcza mi to, chciałabym więcej.

Tymbardziej że mój dom „nie istnieje”. To co jest teraz woła o pomstę do nieba. Każde osobno, mąż patrzy tzw bykiem na mnie. Zachowuje się jakby był tylko on i wszystko miałoby się kręcić jedynie wokół niego.

Wszystkie dotychczasowe kłopoty zaczynają się ponownie nawarstwiać. A mi brakuje prawdziwego oparcia.

Nie mówiąc o takim prawdziwym męskim oparciu, które zmierza do bliskości, do seksu.

Bardzo brakuje mi seksu i miłości, czułości...

Wyobrażam sobie jakby na nowo znajomość z Januszem.

Przypominam ulotne chwile z nim te z dawna, i te jeszcze bardziej ulotne z teraz... Bardzo chcę być z nim, chociaż nie wiem czego się można po nim spodziewać. Często wydaje mi się, że on też tak ma. Ale boi się do tego przyznać, bo boi się swoich pragnień, albo tego, że nie da rady dzwignąć naszej znajomości na nowo, a może i nawet teraz zakochał się we mnie...

Coś czego pragnęłam od dawna, jego miłości, jego wzajemności,

kiedyś nie potrafiłam jemu o tym powiedzieć. Teraz wyrażam swoje pragnienia w mniej lub więcej udanych wierszach.

W niektórych przemycam swoje uczucia do niego, niektóre daję mu przeczytać. On twierdzi, że są dobre, czasem nie wierzy, że to ja napisałam. Chyba rozwalają jego „system obronny” przed miłością, bo boi się ze mną spotkać...

Tak to odbieram.

Tęsknię za nim bardzo, czasem na chandrę i moje smutki wystarczy brzmienie jego głosu, pare słów, o czymkolwiek, o bzdetach...

a czasem chciałabym choć tylko wtulić się w jego ramiona i zapomnieć o dotychczasowych kłopotach...

a czasem chciałabym z nim kochać się i kochać się bez końca, nadrobić stracony czas...

Rzeczywistość jest porażająca... i obezwładniająca...

Moje życie jest pomyłką... Ale czasu nie da się cofnąć... a chciałabym móc cofnąć czas...

Wrócić do tej nieśmiałej aż za skromnej dziewczyny, wyłamać się z rodzinnych schematów, zbuntować się trochę rodzicom...

Może wtedy by się udało...

Czasem płaczę nad tym czego nie udało mi się w zyciu osiągnąć.

Zazdrościłam koleżankom , ślubów, wesel... prawdziwych sukni ślubnych...

Sama otrzymałam coś, co nawet trudno nazwać to namiastką czegoś prawdziwego...

Rzuciłam się sama „lwom na pożarcie” i dziwię się że już nie daję rady.


Gdzie jestem, jestem dziewczyną z planety niczyjej...

Komentarze

Dodawanie komentarzy dostępne po zalogowaniu

Zaloguj się